niedziela, 7 października 2012

#7- The next section.

- Co tam u ciebie kochana?- Zapytałam.
- A  wszystko dobrze. Może się spotkamy jakoś co? Dawno się nie widziałysmy. Odwiedziłybyśmy nasz dawną szkołę.
- Wiesz co Karolina raczej nie, a ty wogóle nie wiesz, że ja już nie mieszkam w Polsce? Od paru dni już jestem w Londynie z Beatą, więc raczej nie będzie mozliwe nasze spotkanie.
- Czyli to jednak prawda! Wiesz co krążyły takie plotki, że się przeprowadzasz, ale jakoś w to nie mogłam uwierzyć. Oczywiście całą plotkę rozpuściła Angela.. Pamietasz ją na pewno ta nasza klasowa ,,diwa". Masakra!. Szkoda, że już Cię u nas nie ma. No, ale na pewno się jeszcze kiedys spotkamy prawda?
- Oczywiście. Wiesz co dzisiaj jak jeszcze byłam w klubie to było dziwne, a mianowicie...-Opowiedziałam mojej koleżance całą dzisiejszą historię.
- No racja. Dziwne to, ale nie wiesz kto to był?
- No własnie nie. Ja nawet nie wiem co o tym mysleć.
Około godziny 1 w nocy zakończyłam z koleżanką rozmowę i poszłam spać. Gdy się już położyłam do domu wróciła Beti zalana w cztery trupy...
*Następny dzień*
Rano jak się obudziłam... Zaraz. To raczej nie było rano. Wstałam w porze obiadowej. Coś po 12. Poszłam do kuchni i okazało sie, że Beti już nie spi.
- Hejka klubowiczko- Powiedziałam śmiejąc się.
- Przestań mam takiego kaca, że nawet sobie sprawy nie zdajesz.
- Domyślam się. Myślałam, że będziesz dłużej spała. Ja wróciłam wcześniej, a spałam dłużej dziwne.
- No trochę. Mamy jakąs aspirynę czy coś.
- Jak kupiłaś to tak.
- Śmieszne. Pójdziesz mi kupić, bo ja nie mam siły.
- Tsa. Kupię od razu cos do jedzenia, bo nic w lodówce nie ma.
- Ok. Kup mi snickers'a proszę- Beti zrobiła kocie oczka.
- Oj laska, laska. Kupię Ci, a nawet i dwa. Idę sie przebrać.
Poszłam do pokoju i przebrałam się, a z racji tego, że była dzis raczej brzydka pogoda to ubrałam na siebie jasne jeans'y, brązowe buty za kostkę na płaskiej podeszfie, zwykła koszulkę i brązowy wełniany sweter w kolorze podobnym do butów. Zeszłam na dół, wzięłam pieniądze i poszłam do pobliskiej apteki. Kupiłam jej jakies tabletki i poszłam do sklepu. Niestety. Sklep nie był juz tak blisko jak apteka. Podrałowałam trochę i kupiłam wszystko co trzeba nie zapominając o batonach. Ja będąc trochę głodna kupiłam sobie drożdżówkę z wiśniami i wracałam do domu. Pomimo tego, że była brzydka pogoda to w centrum Londynu było sporo ludzi. Wracając przechodziłam koło parku. Był wielki. Postanowiłam sobie troszke posiedzieć.Wiem, że Beti na pewno będzie czekała na swoje tabletki, ale ma problem i musi sobie troszeczkę poczekać. Postadziłam swoje 4 litery na ławce koło fontanny. Była piękna. Na samym jej środku stał posąg podobny do ,,Dawida". Siedziałam tam dosyć długo. A mianowice do momentu aż zadzwonił telefon.
- Halo?
- Ty masz zamiar wrózic do domu? Laska głowa mnie boli jak cholera, a ty co?
- Sorka. Jestem właśnie w parku i sobie patrze na nagi posąg- Powiedziałam i się zaśmiałam.
- Nagi? Może do ciebie wpadnę.- Beti również odpowiedziała śmiechem.
- Lepiej nie. To nie ciacho. Już wracam.- Powiedziałam i się rozłączyłam.
Po Jakimś czasie byłam już w mieszkaniu. Byłabym szybciej gdyby nie to, że podczas drogi rozerwała mi  się siatka z ziemniakami i musiałam je wszystkie pozbierać, a niektóre nawet daleko powędrowały. Oczywiście nie miałam zapasowej siatki i musiałam te głupie ziemniaki gdzieś poupychać. Włożyłam do innych reklamówk i do kieszeni.
- Jestem!- Krzyknęłam wchodząc do mieszkania.
- Nareszcie! Dawaj te tabletki!
- Masz już- Podałam Beti tabletki i poszłam się przebrać. Założyłam na siebie zwykły czarny dres i grube skarpety....
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No i koniec rozdziału 7. Tak jak obiecałam dodałam go jeszcze w weekend.:)
Mam nadzijeę, że sie podoba. Liczę na komentarze, ktore jak na pewno wiecie bardzo mniemotywują do dalszego pisania. :))
:)

wtorek, 2 października 2012

#6- JOKE. !

...Okazało się, że to tylko sen... Wcale mnie nie było na jej koncercie. Mój dzień zakończył się na sesji. Wróciłam potem do pokoju i w mgnieniu oka usnęłam.
Następnego dnia już razem z Beti miałyśmy swojemieszkanie. Tzn swoje nie tak dokładnie, bo inne niż miałysmy mieć. Kupiłyśmy mieszkanie gdzie była kuchnia, salon, i dwa pokojo z garderobami i jedna łazienka.
*kilka dni później*
Nadal nigdzie nie pracujemy tylko po prostu sobie żyjemy. Jest jeszcze początek wakacji, więc mamy sporo czasu do rozpoczęcia studiów. A co do mojej pracy jako modelka to będe tylko czasami pozowała. Okazało sie, ze nie będzie to moja stała praca.
Wieczorem postanowiłysmy iść z Beti do klubu. Około 19 zaczęłyśmy się przygotowywać.Tak byłyśmy ubrane: OLI, BETI.
Około 20:30 wyszłyśmy do klubu, a po chwili byłysmy na miejscu.
Weszłyśmy i było pełno ludzi. Od razu poszłyśmy do baru Ja zamówiłam sobie Sex On The Beach, a Beti szystą.
Siedziałam sobie przy barze, a moja przyjaciółka tańczyłą, gdy nagle podszedł do mnie jakiś chłopak. Nie  widziałam dokładnie jego twarzy.
-Hej.-Powiedział.
-Hej. Znamy się?
-Nie, ale anasz osobę, która chce Ci to dać. Proszę-Chłopak podał mi pudełeczko.
Wzięłam je i wahałam się czy otwaorzyć, ale jednak zdecydowałam się zajrzeć do środka.
Otworzyłam i zobaczyłam to: BRANSOLETKA.
-Dziękuję, ale ja nie mogę. Nawet nie wiem od kogo ten prezent. Na prawdę nie mogę.
-Może i nie wiesz od kogo, ale znasz tę osobę. Nawet bardzo dobrze. Jest w tym klubie.Być może się spotkacie, ale nic nie wiadomo. Szukaj, a może znajdziesz.
-Ale ja...- Nie zdążyłam nic dalej powiedzieć, bo chłopak odszedł.
Siedziałam dalej na krzesełku i rozglądałam sie po klubie szukając osoby, którą znam.
Widziałam tylko Beti. Nikogo innego kogo mogłabym znać.  Moja przyjaciółka chciała mnie wyciągnąć na parkiet, ale ja nawet na piciu nie mogłam się skupić, bo cały czas myslałam o prezencie, a ta chce abym tańczyła.
Powiedziałam jej, że juz pójdę do domu. Szłam spacerkiem i nadal myślałam o prezencie.
- Hej mała-Powiedział jakis facet.
- Hej duży.
- Co tu robisz sama?
- Wracam do domu, a ty co tu robisz sam?
- Nie jestem tu sam. Jestem z przyjacielem.
Trochę się przestraszyłam, ale nadal starałam się zachować spokój.
-Mam się bać?-Zapytałam z uśmiechem.
-Raczej nie. Słuchaj jest taka sprawa. Mój przyjaciel ma dla ciebie prezent. KOLCZYKI.
-Ale... Ja nie.. Nie mogę, ja już bym dostała drugi prezent dzisiaj. Ja na prawde nie mogę.
-Musisz-Powiedział i dał mi je do ręki.
Ja nie wiem dlaczego wogóle je wzięłam ,a el ten chłopak również szybko odszedł jak ten poprzedni. Nie mam pojęcia kim jest ten mój wielbiciel.
Po jakimś czasie byłam już w domu. Naszym nowym domu. Wziełam szybki prysznic i zjadłam batonika. Potemwzięłam sobie laptopa i zalączyłam w salonie. Sprawdziłam facebooka i załączyłam skype'a. Jak zwykle u mnie było pełno dostępnych osób. Postanowilam pogadać sobie z moją koleżanką, z którą też się dosyć kolegowałam w technikum. Miała na imię Karolina.
-Hej Karolina.
-Hej Oli...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
NO I JEST WIELKI, MAM NADZIEJĘ, POWRÓT .:)
Sądzę, że wam sie podoba.. Prezpraszam, że tyle mnie nie było i nie bd tego wszystkiego zwalała na nauke tylko na LENISTWO.. W sumie nauka tez troche zawadzała, bo czasami wgl nie siadałam w ciągu dnia, ale jednak najbradziej na lenistwo.
ZA CO BARDZO, ALE TO BARDZO PRZEPRASZAM . :***
--------------------------------------
Zapraszam do pytania mnie na stronie: http://ask.fm/DaMhSa
Postaram sie odpowiedzieć na wszystkie pytania .:)